foto1
foto1
foto1
foto1
foto1
Witamy na stronie Robercika Malca, naszego kochanego synka, który od urodzenia zmaga się z niepełnosprawnością. Na stronce pokazujemy codzienną walkę Roberta w drodze do samodzielności. Chcemy pokazać także, że mimo swojej niepełnosprawności Robert, na swój sposób, może cieszyć się życiem, jak każda zdrowa osoba.

FILMIKI

KSIĘGA GOŚCI

SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI

Kolejny pobyt w Zabajce 1 - wrzesień 2013

Strona ośrodka: http://www.zabajka.com.pl/page.php?idd=29

Bardzo długo się zbierałem do napisania tego materiału. Dorosłym zawsze brakuje czasu...

Po raz drugi byliśmy z Robalem w Zabajce1, w Stawnicy k/Złotowa. Tym razem przyznano nam większy pokój z dużą łazienką i nieograniczonym prysznicem. Pokój niezniszczony upływem czasu a i łazienka widać, że nowa, czysta. Niestety wykończenie łazienki było zrobione przez ?fachowców? i nie zostały zrobione odpowiednie spadki więc trzeba było bardzo uważać żeby woda nie wydostała się z łazienki i nie zalała pokoju. Oczywiście dowiedziałem się tego biorąc pierwszy prysznic. Pani w recepcji powiedziała tylko, że jest jej przykro i że nie jestem pierwszy, który to zgłasza ale ona nie może nic zrobić. No trudno, od tej pory, kapiąc się zwracałem większą uwagę dokąd sięga woda. Robert uwagi nie zwracał. Do kąpieli miał wanienkę dla niemowlaków, w której mieściła się tylko część właściwa (tułów) i głowa Roberta. Pozostałe członki wystawały poza obrys wanienki. Nie umniejszało to jednak jego radości z kąpieli i wylewania, ile tylko się dało wody. Łóżka w pokoju były dwa ( jedno podwójne i jedno pojedyncze) plus turystyczne dla Robka. Jak wiemy łóżeczko turystyczne ma wymiaru 0,6 x 1,2 [m] a Robert ma już z metr długości. Jak będzie stawał to powiem o wzroście. Wiemy też, że dzieci rzadko budzą się w takiej pozycji w jakiej je kładliśmy. Na szczęście ścianki łóżeczka są zrobione z materiału i dzięki temu można było się wiercić tak, że nie raz musiałem go wyciągać spod materacu, pod który udało mu się wwiercić.

Tyle o zakwaterowaniu. O posiłkach nie będę nic pisał. Na szczęście były, na nieszczęście były przeciętne. Głodni nie chodziliśmy, no chyba że wieczorem bo bardzo często przesypialiśmy porę kolacji. Ale i na to znalazłem sposób, tylko ćśśś, żeby się Kosa nie dowiedziała.

Kwestia najważniejsza. Rehabilitacja, czyli na co właściwie wydaliśmy 5200 złotych.

Bardzo się cieszę, że Robert znów pracował z Anią Cegłowską, bardzo się cieszę, że jak tylko weszliśmy to nie musiałem przedstawiać ani Robka ani siebie. Ania nas pamiętała dobrze i pochwaliła Robka za postępy jakie zrobił w ciągu roku, który minął od naszego ostatniego spotkania. Krótko mówiąc rok temu miał napięcie powiedzmy na 5% a teraz na 28%. 100% nie jest wartością do, której dążymy. Dążymy do tego aby Robert umiał dostosować napięcie do sytuacji.

Na wejściu zostałem też upomniany, ze wózek, który kupiliśmy dla Roberta jest niewłaściwy o tyle, że ta wersja, która my mamy jest przeznaczona dla dzieciaków z problemami innego typu niż ma Robert. Ten który my mamy jest modelem wózka pasywnego. Dla Roberta lepszy byłby wózek aktywny. Mówiąc w skrócie, ten, który mamy przypomina z wyglądu nieco większy wózek spacerowy wzbogacony o elementy pomagające zachować pozycję a wózek aktywny to taki z dużymi kołami, które napędza osoba na wózku. Oczywiście Robal sam napędzić to może najwyżej stracha rodzicom. Wózek aktywny póki co byłby z rączkami do prowadzenia z tyłu. Robal robi się coraz ciekawszy otaczającego go świata i w wózku aktywnym miałby większe szanse, na lepszą świata eksplorację.

Wracając do tematu. Ćwiczenia na sali mieliśmy codziennie, codziennie mieliśmy też m.in. terapię zajęciową i hipoterapię czyli konie. I to muszę tu podkreślić, w Zabajce 1 są najładniejsze, najbardziej zadbane konie z jakimi miałem do czynienia. Terapeuci, którzy ćwiczą z dzieciakami też stanową ogromną zaletę tego ośrodka. Jednym słowem +100 punktów za hipoterapię.

Codziennie mieliśmy też masaże i inne zajęcia. Były też zajęcia, które mieliśmy 5 razy w ciągu pobytu. Te były zaplanowane tak żeby się zmieniać. Np jednego dnia terapia ręki następnego dnia integracja sensoryczna.

Były też zajęcia, które mieliśmy zaplanowane, mimo że na początku prosiłem żeby och nie planować dla Roberta bo nie będziemy z nich korzystać bo nie służą one Robkowi. Np okłady żelowe, po których Robert miał wiotkie nogi. Niestety nie mogłem zrezygnować z tych zabiegów bo wówczas mógłbym się ubiegać o zwrot części pieniędzy. Mogłem więc po prostu na nie nie chodzić. Miałem też pewne zajęcia zaplanowane na godziny takie, w których ,nie ma bata, Robek ucinał sobie drzemkę (podczas której mu towarzyszyłem). Więc przepadały nam z reguły zabiegi fizykoterapeutyczne takie jak naświetlanie światłem spolaryzowanym czy pole magnetyczne. Nie żałuję tych drzemek, żałuję, że ten ośrodek nie jest na tyle elastyczny w dobieraniu zabiegów jak pozostałe ośrodki gdzie można niemal dowolnie zamieniać lub dobierać zabiegi.

Z zabiegów dobieranych to po raz kolejny zdecydowałem się na dodatkowe zajęcia z Anią, która tuż po obiedzie ćwiczyła z Robertem w pająku.

Niestety w trakcie naszego pobytu mieliśmy dwa incydenty epileptyczne, które na dwa dni wykluczyły Robka z udziału w zajęciach.

To chyba tyle co chciałem opowiedzieć o naszym wrześniowym pobycie w Stawnicy. Pogoda nam dopisała i wrzesień był na tyle ciepły, że przynajmniej połowę jazd Robert miał na zewnątrz, poza ujeżdżalnią.

Wnioski jakie wyciągnęliśmy z pobytu są takie, że Zabajka 1 stała się z ośrodka pomocy dzieciom ośrodkiem do zarabiania pieniędzy. Zwłaszcza na dzieciakach "nie swoich". Został wprowadzony "program lojalnościowy" -czwarty turnus w roku kalendarzowym ze zniżką 10%, piąty turnus ze zniżką 15%... Do tego rozróżnienie cen w zależności od okresu w jakim się przyjeżdża, np. turnus w styczniu, lutym czy innym mało turystycznym miesiącu kosztuje 4200 PLN a w wakacje 5200. Wierzyć mi się nie chce, że ośrodek dokłada do turnusów tańszych a odbija sobie na turnusach letnich. Zwłaszcza, że wszyscy wiemy, ze koszty utrzymania zimą są wyższe niż latem. Rodzi się więc pytani czy turnusy jesienno-zimowe są wyceniane tylko po to żeby "przezimować" a prawdziwa kasę zarabia się na turnusach wiosenno-letnich? Nie uwierzę, że pensja terapeutów, kucharek czy sprzątaczek zależy od pory roku. Słabo...

Słabo tym bardziej, ze jak pisałem wcześniej są inne ośrodki (jeszcze nie wszystkie mamy sprawdzone), gdzie plan zabiegów jest dużo bardziej dostosowany do indywidualnych potrzeb dziecka. A nie, tak jak w Stawnicy, gdzie jest pewien korzeń (zabiegi, które mają wszystkie dzieciaki) i dwa pakiety zajęć, dla dwóch grup dzieciaków.

Dalszy plan działania jest taki, że jeśli pojawimy się jeszcze kiedykolwiek w Zabajce 1 to tylko jednym z tych tańszych turnusów. A to i tak tylko po to, żeby się spotkać z Anią, którą bardzo cenię i której wydaje mi się zależy na zdrowiu Robka oraz żeby pojeździć na najlepszych konikach.

W tym sprawozdaniu pominąłem m.in. takie zabiegi jak kynoterapię (3 spotkania), logopedę (3 spotkania) czy muzykoterapię,a na którą Robert nie był ani razu zaproszony a ja się jakoś specjalnie nie przypominałem, tym bardziej, ze każda nasza wspólna podróż samochodem to wspaniała okazja na kilka chwil z muzykoterapią. "A my pod sufitem, od grawitacji z dala!".

Zdjęcia wrzesień 2013:

 

Przyszedł czas żebym napisał coś na temat wrześniowego pobytu na turnusie w Zabajce1.

Czas trwania:17-29.09.2012.

Miejsce: Zabajka1 czyli Stawnica, koło Złotowa. Miejsce siedziby fundacji Słoneczko.

 

Był to nasz pierwszy pobyt w tym ośrodku i pierwszy mój "pełny", dwutygodniowy. Pełen obaw czy dam radę pojechałem tam z Robkiem. Ośrodek okazał się bardzo rozległą placówką w lesie, przy jeziorze. Miejsce o tyle dobre, że zasięg telefonii komórkowej pozwalał jedynie na odbiór i wysyłanie SMS-ów. A i to nie zawsze. Tylko kiedy wiało ze wschodu. Oznacza to, że daje szansę na prawdziwy odpoczynek od pracy. Jednocześnie ośrodek wyposażony jest w fifirifi czyli internecik (słaby ale) był. Ośrodek został niedawno rozbudowany o nowe skrzydło z nowymi miejscami do ćwiczeń. Duża sala -jednocześnie ćwiczyło tam ~5 osób + fizjoterapeuta oraz kilka mniejszych pomieszczeń, m.in. do masażu, kinezjologii edukacyjnej, sala doświadczania świata. Na piętrze nowego skrzydła mieszczą się pokoje dla pensjonariuszy.

Nas ulokowano w starej części. Nie wiem jak reszta pomieszczeń ale nasz pokój był świeżo po remoncie. W pokoju były dwa pojedyncze łóżka, mały stolik, szafka, telewizor i łóżeczko dla Robka. Do tego w korytarzyku wejście do łazieneczki i szafa. Plusem takiego ulokowania była bliskość recepcji, baru i stołówki ;)

Dzień zaczynał się dla mnie o 6.30 (dla Robala o 7:00) więc to akurat nie czyniło z mojego pobytu urlopu. Śniadanie było od 7:45 a pierwsze "zajęcia" Robek miał od 8:00. Tymi zajęciami były ciepłe okłady, które Robert dostawał na kolana. Żele były tak duże, że jednak okryte miał tym całe nogi. O 8:20 40 minut ćwiczeń na sali. Te zajęcia zaczynały nasz każdy dzień. Oprócz tego były też inne zajęcia, które mieliśmy codziennie, m.in. hipoterapię, masaże, rotor (taki rowerek, który jak umiesz to pedałujesz a jak nie umiesz to pedałuje za ciebie), terapię zajęciową i chyba coś jeszcze ale już zapomniałem. Do tego dochodziła cała masa zajęć, które się zmieniały. np. 4 razy w takcie pobytu mieliśmy zajęcia z psem, 5 razy z logopedą, 4 razy chiropraktykę (http://bit.ly/Tzhg8w) i inne. Zasadniczo, do obiadu o 14:30 mieliśmy dzień wypełniony zajęciami. Nie sposób było się nudzić. W drugim tygodniu pobytu dogadałem się z Anią (naszą rehabilitantką) i codziennie o 15:00 mieliśmy dodatkowe zajęcia na pająku. Niestety ale nie mieliśmy zajęć na basenie z tej prostej przyczyny, że basenu w zabajce1 nie ma. Po pająku mieliśmy czas wolny do kolacji o 18. W tym czasie odbywały się czasem dodatkowe zajęcia (np. muzykoterapia), na które nie zawsze dawaliśmy radę dotrzeć ponieważ w tym czasie Robert ucinał się dwugodzinnego "piętnastaka". Ja w tym czasie zajmowałem się różnymi pożytecznymi rzeczami, np. sprzątaniem, oglądaniem filmów lub spaniem. Po kolacji, zanim dziecko poszło spać mogliśmy wybrać się do oddalonego o 5 km Złotowa i uzupełnić zapasy pieluch i niezdrowej żywności w lokalnym Tesco, Lidlu czy Biedronce. Jak Robert szedł spać, ja jako towarzyska bestia społeczna oglądałem więcej filmów w swoim pokoju. Choć, nie powiem, zdarzyło mi się zejść na dół, do ludzi i troszkę się zintegrować. Niestety nie pamiętam wszystkich imion ale przecież nie to było celem moich wizyt. Celem była wymiana doświadczeń z innymi rodzicami z dziećmi o podobnych problemach jakie ma Robert.

Podsumowując mój z Robertem pobyt muszę powiedzieć, że ja osobiście wypocząłem choć się tego nie spodziewałem a Robal poczynił ogromne postępy, które obserwowałem praktycznie z dnia na dzień! Postawiony, co raz lepiej stał, zaczął nawet dreptać do przodu, lepiej siedzi, więcej gada i lepiej rozumie co się do niego mówi. Jednym słowem widać naprawdę duże postępy i jesteśmy bardzo zadowoleni z pobytu w Zabajce1. Tak bardzo, że zapisałem się na ochotnika na kolejny turnus, który przypada w przyszłym roku w pierwszej połowie września. Dokładając do tego pobyty w innych miejscach, które mamy zaplanowane szczerze wierzę, że nabierzemy w przyszłym roku takiego rozpędu, że w rok 2014 wręcz wbiegniemy o własnych siłach.

Nie byłoby to możliwe gdyby nie 1% Waszego podatku, który za rok 2011 właśnie pomalutku spływa na konto Roberta w fundacji. Wszystkim bardzo za to dziękujemy ale na właściwe podziękowania przyjdzie jeszcze czas i miejsce!

Wielu zdjęć nie robiłem ale kilka z tych,które udało mi się zrobić zamieszczamy poniżej. Gdyby ktoś miał ochotę o coś zapytać -zapraszam do komentowania.

Zdjęcia wrzesień 2012:

 

Filmik:

 

Comments powered by CComment

2018 Copyright Stronka Robercika Malca Rights Reserved